W 2010 roku na portalu YouTube ruszył projekt, którego celem było nakręcenie filmu dokumentalnego o jednym dniu życia na ziemi. Dniem tym był 24 lipiec 2010 r. - tysiące użytkowników youtube.com z całego świata mogło nagrać swój dzień (dokładnie 24 lipca) i przesłać go do projektu Life in a Day.
Z 4500 godzin przesłanych nagrań powstał 90-minutowy film dokumentalny. To pierwszy film tego typu, od 31 października 2011 r. dostępny jest już na YouTube.
O filmie: http://www.filmweb.pl/film/Dzie%C5%84+z+%C5%BCycia-2011-593899
Pełen film dostępny pod adresem http://youtu.be/JaFVr_cJJIY
Showing posts with label misc. Show all posts
Showing posts with label misc. Show all posts
Wednesday, November 2, 2011
Saturday, July 23, 2011
FreeBSD vs. Linux?
Ostatnio na urlopie miałem więcej czasu niż zwykle i temat FreeBSD ponownie powrócił. FreeBSD jest lepszy od GNU/Linux czy nie? Warto poświęcać czas na uczenie się nowego systemu, czas który mógłbym poświęcić na zgłębianie tajników już dobrze znanego mi systemu z pod znaku pingwina? W tym tekście postaram się odpowiedzieć na te i wiele innych pytań z mojego punktu widzenia, co należy podkreślić.
System FreeBSD nurtował mnie od dawna, nawet można powiedzieć, że od kiedy o nim przeczytałem. Jednak poważniejsze próby podbicia tego systemu miały miejsce jakieś dwa lata temu. Jak zwykle podchodząc poważnie do tematu kupiłem książkę, która pomogłaby mi lepiej zrozumieć ten system, a co za tym idzie usprawni migrację. Szczerze mówiąc to byłem bardzo napalony na ten system, ach ten demon. Niestety lektura książki "FreeBSD 6. Księga eksperta" nie podtrzymała mojego zapału, wręcz przeciwnie, trochę nawet mnie rozczarowała. Oczywiście nie była to wina jakości samej książki, raczej argumentów jakie autor używał do udowodnienia, że FreeBSD jest lepszy od GNU/Linux.
Po wstępnym zapoznaniu się z nowym systemem i kilku podejściach przejścia z GNU/Linux na FreeBSD szybko zdałem sobie sprawę, że ten system na desktop się nie nadaje. Chyba że czyimś celem jest ciągłe bawienie się samym system. FreeBSD pozostawał nadal opcją jako system serwerowy, tylko ciężko uczyć się nowego systemu i nabierać w jego obsłudze wprawy, gdy nie używasz go na co dzień.
Tak to wyglądało te dwa lata temu. W międzyczasie próbowałem jeszcze kilka razy ale to takie trochę jakby dla zabicie nudy. Wpadła mi też w ręce książka "FreeBSD 7. Instalacja i konfiguracja" ale nie wniosła żadnych nowych rewelacji.
Teraz na nowo podszedłem do tematu. Konfigurowałem we FreeBSD te same usługi i mechanizmy co w GNU/Linux, przejrzałem chyba wszystkie dyskusje w internecie na temat wyższości BSD nad GNU/Linux i stwierdzam co następuje :)
Na celownik pozwolę sobie wziąć pewien artykuł, do którego często odsyłają zwolennicy FreeBSD na polskich forach. Ale bez obaw, w języku angielskim również pełno takich argumentów - przykład.
Oczywiście nie będę tu komentował wszystkich fragmentów, które wydały mi się nie do końca prawdą lub bliższych emocji niż logice. Wybrałem tylko te najbardziej sprzeczne z własna ideologią.
Niesłuszne zarzuty
Najpierw czytamy, że system GNU/Linux jest rozwijany przez niezorganizowaną rzeszę:
System FreeBSD nurtował mnie od dawna, nawet można powiedzieć, że od kiedy o nim przeczytałem. Jednak poważniejsze próby podbicia tego systemu miały miejsce jakieś dwa lata temu. Jak zwykle podchodząc poważnie do tematu kupiłem książkę, która pomogłaby mi lepiej zrozumieć ten system, a co za tym idzie usprawni migrację. Szczerze mówiąc to byłem bardzo napalony na ten system, ach ten demon. Niestety lektura książki "FreeBSD 6. Księga eksperta" nie podtrzymała mojego zapału, wręcz przeciwnie, trochę nawet mnie rozczarowała. Oczywiście nie była to wina jakości samej książki, raczej argumentów jakie autor używał do udowodnienia, że FreeBSD jest lepszy od GNU/Linux.
Po wstępnym zapoznaniu się z nowym systemem i kilku podejściach przejścia z GNU/Linux na FreeBSD szybko zdałem sobie sprawę, że ten system na desktop się nie nadaje. Chyba że czyimś celem jest ciągłe bawienie się samym system. FreeBSD pozostawał nadal opcją jako system serwerowy, tylko ciężko uczyć się nowego systemu i nabierać w jego obsłudze wprawy, gdy nie używasz go na co dzień.
Tak to wyglądało te dwa lata temu. W międzyczasie próbowałem jeszcze kilka razy ale to takie trochę jakby dla zabicie nudy. Wpadła mi też w ręce książka "FreeBSD 7. Instalacja i konfiguracja" ale nie wniosła żadnych nowych rewelacji.
Teraz na nowo podszedłem do tematu. Konfigurowałem we FreeBSD te same usługi i mechanizmy co w GNU/Linux, przejrzałem chyba wszystkie dyskusje w internecie na temat wyższości BSD nad GNU/Linux i stwierdzam co następuje :)
Na celownik pozwolę sobie wziąć pewien artykuł, do którego często odsyłają zwolennicy FreeBSD na polskich forach. Ale bez obaw, w języku angielskim również pełno takich argumentów - przykład.
Oczywiście nie będę tu komentował wszystkich fragmentów, które wydały mi się nie do końca prawdą lub bliższych emocji niż logice. Wybrałem tylko te najbardziej sprzeczne z własna ideologią.
Niesłuszne zarzuty
Najpierw czytamy, że system GNU/Linux jest rozwijany przez niezorganizowaną rzeszę:
"...ludzi żyjących w różnych państwach, mówiących różnymi językami i posiadających odmienne ideologie."
Potem o tym:
"Ze względu na podział panujący w Gnu i Linux trudno wyszczególnić jednoznacznie jakąś grupę osób odpowiedzialnych za rozwój całego projektu."
Nie ma gwarancji :) ale zaraz, przecież takie są założenia licencji GPL:
Poza tym w przypadku Linuksa można sobie wykupić taką 'odpowiedzialność'. Są nią dystrybucje komercyjne. Prawdopodobnie dlatego wiele dużych firm wybiera Linuksa.
Natomiast za rozwój całego projektu odpowiedzialni są deweloperzy danej dystrybucji.
Podobne zarzuty przeczytałem we wspomnianej książce, dlatego mnie tak rozczarowała.
"For the developers' and authors' protection, the GPL clearly explains that there is no warranty for this free software."Poza tym przeanalizujmy to dokładnie. Jeżeli instalujesz FreeBSD na serwerze i coś nie działa, to gdzie wtedy kieruje się swoje żale? Otóż pozostaje Ci tyle sam co w przypadku Linuksa, zgłosić błąd, a najprędzej zainstalować starsza wersję lub coś podobnego.
Poza tym w przypadku Linuksa można sobie wykupić taką 'odpowiedzialność'. Są nią dystrybucje komercyjne. Prawdopodobnie dlatego wiele dużych firm wybiera Linuksa.
Natomiast za rozwój całego projektu odpowiedzialni są deweloperzy danej dystrybucji.
Podobne zarzuty przeczytałem we wspomnianej książce, dlatego mnie tak rozczarowała.
Linuksowi zarzuca się również, że ma 100 różnych dystrybucji, natomiast następny fragment jest o współpracy, ale czego?
"Współpraca
Każdy z system z rodziny BSD ma swoje własne cele i założenia, które są realizowane przez developerów. Daje to możliwość równoległego testowania różnych technologi i rozwiązań. Sprzyja to również ogólnemu rozwojowi wszystkich systemów. Ze względu na niedrastyczne różnice kodów poszczególnych BSD istnieje możliwość wymiany technologicznej. Czyli w momencie w którym jakaś technologia zostanie wprowadzona i przetestowana przez jeden z systemów może nastąpić przeportowanie jej do innego BSD przy stosunkowo niewielkim nakładzie pracy. Taka wymiana nie jest możliwa z systemem Linux a przynajmniej nie z taką łatwością."
Oto jedna z największych bzdur. Okazuje się że nie tylko Linux ma wiele dystrybucji, jest FreeBSD, OpenBSD, NetBSD, PC-BSD i DragonFly BSD, a nawet więcej. Nie ma tylko jednego FreeBSD rozwijanego przez zespół niecałych 20 programistów. Najlepsze, to to że różne odmiany *BSD potrafią się dzielić nowymi rozwiązaniami a GNU/Linux nie hehee. Dobrym ostatnim przykładem jest Upstart. Jak widać nie trafny przykład.
Teraz kolejna perła :)
Jak wiemy licencja BSD jest bardziej liberalna niż GPL. Jak to w tym artykule ładnie ujęto:
"Ideologia GPL i BSD. Niewolników wolności i prawdziwie wolnych."Z tego też powodu FreeBSD ma taką otóż przewagę:
"Komercja
Równie ważne jak sam system jest fakt jego wykorzystania przez rynkowych liderów. Dlatego ważny jest proces komercjalizacji, nie systemu, ale produktów na nim opartych. Istnieje wiele rozwiązań komercyjnych wykorzystujących Gnu/Linux jak i BSD. To znaczy, że zarówno pierwszy jak i drugi system dają się łatwo sprzedać. Niestety dość restrykcyjna licencja GPL często odstrasza dużych graczy."
Okazuje się, że życie w tej kwestii pokazuje zupełnie co innego. Owszem, Mac OS X korzysta z tej wolności oraz wielu producentów urządzeń UTM. Jednak ostatnio największe koncerny skupiają swoje rozwiązania na platformie Linux, a nie FreeBSD. Gorący przykład do Oracle, o członkach The Linux Foundation nie wspomnę. Obecnie największą firmą wykorzystującą GNU/Linux jest Google. Ostatnio również pisałem o tym, że Yahoo! pomału migruje na GNU/Linux. Także argument bardzo nie trafny, a już na pewno nie mający wiele wspólnego z prawdą. Na ironię, to GNU/Linux posiada komercyjne wersje, a nie FreeBSD hehe
Kolejna perła :)
Tym razem o tym w czym się specjalizuję, czyli zapora ogniowa. Dlatego też nie skończę tylko na cytowaniu i komentowaniu ale także napisze trochę o moich doświadczeniach, bo testowałem zaporę we FreeBSD. Ale najpierw ironia:
"Systemy plików
Niewątpliwie Linux obsługuje największą ilość różnorakich systemów plików. Między innymi ext2, ext3, ext4, FAT, HFS, JJFS, JFS, UDF, XFS, ReiserFS, Reiser4, Tux3. Zapewne większość z nich jest bardzo dobrze przetestowana. Jednak warto zauważyć że przy tak dużej ilości systemów plików bardzo trudnym staje się dokładne przetestowanie nowej wersji jądra wraz ze wszystkimi możliwymi systemami plików. Co niekiedy zmniejsza stabilność naszej maszyny.
Z kolei systemy BSD nie obsługują tak imponującej ilości systemów plików. Są w stanie wykorzystać między innymi UFS, FAT, ext2 oraz ZFS. Dzięki małej różnorodności każdy aspekt poszczególnego systemu plików jest zbadany i należycie przetestowany co minimalizuje straty danych.
Firewall
Ważnym zabezpieczeniem systemu operacyjnego jest firewall. Dlatego też standardem stało się dołączanie zapory ogniowej do systemu. Linux standardowo dystrybuowany jest z netfilter/iptables, który zapewnia pełną dowolność w zarządzaniu naszymi portami i pakietami sieciowymi.
Natomiast systemy z rodziny BSD wykorzystują inne filtry pakietów. Są nimi PF lub IPFW w zależności od upodobań developerów. Istotną przewagę nad szeroko wykorzystywanym netfilter’em filtry BSD mają w prostocie konfiguracji. Bardzo dużą uwagę poświęcili developerzy kwestiom tworzenia reguł. Zapewniło to znaczącą poprawę czytelności wszystkich plików konfiguracyjnych, oczywiście są one human-readable. Filtry BSD w żadnej mierze nie ustępują wydajnością ani funkcjonalnością netfilter’owi, niejednokrotnie go przewyższając."
No tak, Linux obsługuje masę systemu plików, to źle, to bardzo źle ale tak się składa, że firewall to ona ma jeden a nie trzy: IPF, IPFW i PF! Ok, to który wybrać hehe? [FreeBSD Handbook: Chapter 30 Firewalls]
Jak widać minimalizm względnie pojęty.
Ale przyjrzyjmy się ostatniemu zdaniu, które twierdzi, że możliwości powyższych zapór są większe niż zapory Netfilter. G**** prawda, bo inaczej nie powiem. Gdzie w tym PF znajdę taki mechanizm jak moduł recent? A może moduł string ma któraś z tych trzech zapór ogniowych?
Znalazłem książkę o PF, jest tego dużo. Pamietam ile trzeba było czasu poświęcić na to, aby sprawnie posługiwać się zaporą Netfiltera. Skoro tyle czasu poświęciłem na naukę jednej, to teraz mam kupić książkę do drugiej i poświęcić wiele czasu na to, aby nauczyć się robić to samo tylko tyle, że na innym systemie? Czy to ma sens? Czy się opłaca? Zwłaszcza, że moduły iptables oferują coraz to więcej możliwości.
Znalazłem blog, którego autor po wieloletnim używaniu FreeBSD zachwycił się Ubuntu! Sam nie lubię Ubuntu. Jak widać upodobania dotyczące używanego systemu w przypadku FreeBSD vs. Linux nie wiele się różnią od powszechnych wojen w świecie GNU/Linux zwanych 'Która dystrybucja jest lepsza'.
Dla zaprawionego linuksiarza przesiadka na FreeBSD z praktycznego punktu widzenia nie wiele oferuje korzyści. Moim zdaniem nie opłaca mi się uczyć nowych mechanizmów jeżeli nie oferują one więcej. Wcześniej może tak było, ale obecnie GNU/Linux jest na takim etapie rozwoju, że nie wiele jest mechanizmów we FreeBSD, których nie oferowałby GNU/Linux.
Pozytywne cechy FreeBSD
Mimo iż piszę o tym, że FreeBSD wcale nie jest lepszy od GNU/Linux to nie znaczy, że nie cenię sobie pewnych rozwiązań zaimplementowanych we FreeBSD. Mało tego, wiele tych rozwiązań zostało przeniesionych do świata GNU/Linux. System portów FreeBSD został zaimplementowany w Gentoo! Jądro FreeBSD jest obecnie jedną z opcji w dystrybucji Debian!
Kiedyś FreeBSD szczyciło się mechanizmem Jali, ale teraz GNU/Linux ma LXC. National Security Agency (NSA) wybierając platformę do implementacji mechanizmu MAC (SELinux) wybrało GNU/Linux, a nie FreeBSD.
Oczywiście FreeBSD jest niemal wzorcowym systemem pod względem implementacji. Jeżeli weźmiemy pierwszą lepszą książkę poświęconą systemom operacyjnym, to rozwiązania zaimplementowane we FreeBSD są często bliższe ideałowi, niż te w GNU/Linux. Lista właściwości jądra FreeBSD naprawdę robi wrażenie. To główny powód, dla którego interesuje się tym systemem.
Należy jednak zaznaczyć, że mimo, iż implementacji np. wątków i procesów w jądrze Linux jest dosyć dziwna to nie znaczy, że są wolniejsze, czy mniej funkcjonalne w stosunku do tych wzorcowych z FreeBSD. Pisałem o tym w poprzednim roku.
Kolejną przyciągającą rzeczą do FreeBSD jest jej społeczność. Jest bardziej dojrzała i mniej w niej fanatyków, aczkolwiek jak pokazywałem wcześniej też ich tam nie brakuje. Muszę przyznać, że poruszane tematy w magazynach poświęconych *BSD są bardziej zaawansowane niż te znajdujące się w prasie poświęconej GNU/Linux. Wynika to pewnie z tego, że użytkowników *BSD jest mniej, a odsetek fanatyków w tej populacji zdecydowanie mniejszy niż w GNU/Linux. Nie przeszkadza to jednak w niczym, aby czytać z pożytkiem teksty przeznaczone dla *BSD ponieważ zdecydowana większość zawarta tam informacji ma odwzorowanie w systemach GNU/Linux. Oprogramowanie jest wspólną cechą obu tych systemów, a system to tylko ok. 20% różnicy, na którym to oprogramowanie jest uruchomione.
Nie wątpliwie FreeBSD ma znacznie lepsza dokumentację.
Tak naprawdę, to cała różnica pomiędzy FreeBSD, a GNU/Linux sprowadza się do innego jądra i innej filozofii połączenia innych komponentów systemowych. Tym drugim różnią się również poszczególne dystrybucje systemu GNU/Linux. Ważną kwestią są również mechanizmy bezpieczeństwa. Mimo, iż FreeBSD wstępnie jest lepiej skonfigurowany pod tym względem to nie znaczy, że konfiguracji tej nie da się zastosować w GNU/Linux. Oba systemy mają równoważne mechanizmy np. do ochrony przed atakiem typu buffer overflow. System przeznaczony do testów penetracyjnych dla profesjonalistów od bezpieczeństwa BackTrack bazuje na systemie Linux, a nie FreeBSD.
Wnioski
GNU/Linux jest dominującym systemem dla rozwiązań serwerowych. To sprawia, że wszelkie prace nad rozwojem tego typu systemów i rozwiązania są, i będą implementowane na tej platformie. Jak wiadomo duży może więcej.
Natomiast całą filozofie wyższości FreeBSD nad GNU/Linux można groteskowo sprowadzić do poniższej ilustracji.
Pozytywne cechy FreeBSD
Mimo iż piszę o tym, że FreeBSD wcale nie jest lepszy od GNU/Linux to nie znaczy, że nie cenię sobie pewnych rozwiązań zaimplementowanych we FreeBSD. Mało tego, wiele tych rozwiązań zostało przeniesionych do świata GNU/Linux. System portów FreeBSD został zaimplementowany w Gentoo! Jądro FreeBSD jest obecnie jedną z opcji w dystrybucji Debian!
Kiedyś FreeBSD szczyciło się mechanizmem Jali, ale teraz GNU/Linux ma LXC. National Security Agency (NSA) wybierając platformę do implementacji mechanizmu MAC (SELinux) wybrało GNU/Linux, a nie FreeBSD.
Oczywiście FreeBSD jest niemal wzorcowym systemem pod względem implementacji. Jeżeli weźmiemy pierwszą lepszą książkę poświęconą systemom operacyjnym, to rozwiązania zaimplementowane we FreeBSD są często bliższe ideałowi, niż te w GNU/Linux. Lista właściwości jądra FreeBSD naprawdę robi wrażenie. To główny powód, dla którego interesuje się tym systemem.
Należy jednak zaznaczyć, że mimo, iż implementacji np. wątków i procesów w jądrze Linux jest dosyć dziwna to nie znaczy, że są wolniejsze, czy mniej funkcjonalne w stosunku do tych wzorcowych z FreeBSD. Pisałem o tym w poprzednim roku.
Kolejną przyciągającą rzeczą do FreeBSD jest jej społeczność. Jest bardziej dojrzała i mniej w niej fanatyków, aczkolwiek jak pokazywałem wcześniej też ich tam nie brakuje. Muszę przyznać, że poruszane tematy w magazynach poświęconych *BSD są bardziej zaawansowane niż te znajdujące się w prasie poświęconej GNU/Linux. Wynika to pewnie z tego, że użytkowników *BSD jest mniej, a odsetek fanatyków w tej populacji zdecydowanie mniejszy niż w GNU/Linux. Nie przeszkadza to jednak w niczym, aby czytać z pożytkiem teksty przeznaczone dla *BSD ponieważ zdecydowana większość zawarta tam informacji ma odwzorowanie w systemach GNU/Linux. Oprogramowanie jest wspólną cechą obu tych systemów, a system to tylko ok. 20% różnicy, na którym to oprogramowanie jest uruchomione.
Nie wątpliwie FreeBSD ma znacznie lepsza dokumentację.
Tak naprawdę, to cała różnica pomiędzy FreeBSD, a GNU/Linux sprowadza się do innego jądra i innej filozofii połączenia innych komponentów systemowych. Tym drugim różnią się również poszczególne dystrybucje systemu GNU/Linux. Ważną kwestią są również mechanizmy bezpieczeństwa. Mimo, iż FreeBSD wstępnie jest lepiej skonfigurowany pod tym względem to nie znaczy, że konfiguracji tej nie da się zastosować w GNU/Linux. Oba systemy mają równoważne mechanizmy np. do ochrony przed atakiem typu buffer overflow. System przeznaczony do testów penetracyjnych dla profesjonalistów od bezpieczeństwa BackTrack bazuje na systemie Linux, a nie FreeBSD.
Wnioski
GNU/Linux jest dominującym systemem dla rozwiązań serwerowych. To sprawia, że wszelkie prace nad rozwojem tego typu systemów i rozwiązania są, i będą implementowane na tej platformie. Jak wiadomo duży może więcej.
Natomiast całą filozofie wyższości FreeBSD nad GNU/Linux można groteskowo sprowadzić do poniższej ilustracji.
Więcej argumentów za nie znalazłem :)
Na koniec wspomnę jeszcze tylko o jednej z prawd jaką odkryłem w przeszłości, gdy bardzo interesowałem się programowaniem. Jak wiadomo tam również obecna jest wieczna dyskusja na temat 'Który język programowania jest lepszy'. Otóż okazuje się, że najlepszym językiem dla danej osoby jest ten, który zna najlepiej.
Kolejną mądra zasadę, która padła podczas dyskusji FreeBSD vs. Linux na forum linuxquestions.org jest:
Na koniec wspomnę jeszcze tylko o jednej z prawd jaką odkryłem w przeszłości, gdy bardzo interesowałem się programowaniem. Jak wiadomo tam również obecna jest wieczna dyskusja na temat 'Który język programowania jest lepszy'. Otóż okazuje się, że najlepszym językiem dla danej osoby jest ten, który zna najlepiej.
Kolejną mądra zasadę, która padła podczas dyskusji FreeBSD vs. Linux na forum linuxquestions.org jest:
"Use the right tool for the job."
Wednesday, January 19, 2011
Linux dla internautów
Dziś słów kilka o tym, do czego można polecić Linuksa z czysty sumieniem. Sam używam go już dosyć długo, nie znaczy to jednak, że gdy rozmowa schodzi na temat Linuksa to polecam go każdemu. Wręcz przeciwnie, przeważnie milczę. Nie dlatego, że do niczego się on nie nadaje, tylko dlatego, że Linux lepszy jest w czymś innym, niż "on" potrzebuje.
Ponieważ chciałbym wesprzeć popularyzację Linuksa musiał wymyślić jakieś zastosowanie, które spodobałoby się przeciętnemu użytkownikowi komputera. Z mojego doświadczenia wynika, że Linux najlepiej sprawdza się w dwóch przypadkach:
- serwer
- programowanie
Jeżeli o mnie chodzi, to przeszedłem na Linuksa z ze względu na drugi punkt, pierwszy pojawił się później. Co do zastosowań domowych to nie jest za wesoło - zależy co się robi na komputerze.
Tak więc myślałem nad tym, w jakim zastosowaniu, a raczej dla kogo Linux może być fajny na komputerze domowym. W końcu wymyśliłem, a może trochę ściągnąłem od Google. Chodzi dokładnie o Chrome OS, czyli system oparty na Linuksie dla ludzi, którzy najczęściej korzystają z komputera aby użyć sieci. To fakt takich jest dużo i tu rzeczywiście można by polecić Linuksa. Oto najważniejsze powody jakie przyszły mi do głowy:
- brak wirusów
- dostępne są najpopularniejsze przeglądarki z najważniejszymi wtyczkami
- możliwość kontroli treści (np. dla dzieci) przez dansguardiana
- ładny pulpit (efekty 3D)
Do tego należy dodać, że aplikacje Web cały czas rozwijają się, więc dla internauty częściej wystarcza przeglądarka, a coraz mniej potrzebne jest tradycyjne oprogramowanie. Mam nadzieję, że rozwój takich technologii jak HTML5 i WebGL umocni sens wykorzystywania systemu Linux jako komputer internauty.
Mam zamiar napisać przewodnik, który będzie wyjaśniał jak skonfigurować Debiana w roli systemu do przeglądania Internetu.
Mam zamiar napisać przewodnik, który będzie wyjaśniał jak skonfigurować Debiana w roli systemu do przeglądania Internetu.
Saturday, January 8, 2011
Jak powstał Linux?
No własnie, jak on powstał? Często ładnie się pisze w stylu:
Od dawna poruszałem ten problem i wiem, że świadomość użytkowników, zwłaszcza tych pseudo (kilkudniowych) jest mała. Opisywałem to już wcześniej na stronie http://c-plus-plus.w.interia.pl/debian/ [ zakładki Linux->UNIX ]. Opisało to też wiele innych osób, więc w czym problem?
Problem uświadomiła mi pewna osoba, z którą obecnie pracuję nad nowym portalem. Jest on prozaiczny i standardowy, ludzie nie chcą zagłębiać się w te wszystkie szczegóły. Wiele osób uważa, że użytkownik systemu wcale nie musi być informatykiem (słusznie) i wiedzieć jaka jest historia jego systemu. Czy to prawda? Prawda, ale!
Jeżeli ktoś używa Microsoft Windows, to rzeczywiście nie musi wiedzieć jak powstał. Skoro tak uważam, to dlaczego w przypadku Linuksa uważam inaczej? Bo za Windows zapłacił, a Linuksa dostajesz za darmo. Nie wiem jak Wy, ale jak ja dostaję coś za darmo to pierwsza myśl jak mi przychodzi do głowy to "dlaczego"? Dlaczego ktoś rozdaje system, za który normalnie trzeba byłoby zapłacić? Nadal uważasz, że nie jest to takie istotne?
Pytań jest wiele, ale wszystkie sprowadzają się jednego, do przeszłości, tam znajdziemy odpowiedzi na wszystkie pytania. Problem polega na tym, że ludzie nie uważają historii za ciekawą i dlatego stronią od niej. Historia jest bardzo ważna, pozwolę sobie przypomnieć żelazną regułę:
Przedstawiona historia przedstawia wszystkie najważniejsze fakty z przeszłości i przede wszystkim wyjaśnia dlaczego powstał Linux, dlaczego ma otwarty kod i co ma wspólnego z Uniksem i jaka jest różnica między Linuksem a GNU. Tyle wystarczy, choć jeszcze wieleee pozostało do wyjaśnienia, ale to już dla chętnych. Mam nadzieję, że tekst zostanie opublikowany.
Jeżeli kilku ostatnich lat nie spędziłeś w jaskini, to na pewno słyszałeś już o Linuksie.lub
Jeżeli kilka ostatnich lat spędziłeś na planecie Ziemia, to na pewno słyszałeś już o Linuksie.co rzeczywiście jest prawdą, ale czy naprawdę ludzie rozumieją tą całą zagmatwaną sytuację? Co wiąże Linuksa z jakimś Uniksem? Czym różni się Free Software Foundation od Open Source i jak one są powiązane z Linuksem?
Od dawna poruszałem ten problem i wiem, że świadomość użytkowników, zwłaszcza tych pseudo (kilkudniowych) jest mała. Opisywałem to już wcześniej na stronie http://c-plus-plus.w.interia.pl/debian/ [ zakładki Linux->UNIX ]. Opisało to też wiele innych osób, więc w czym problem?
Problem uświadomiła mi pewna osoba, z którą obecnie pracuję nad nowym portalem. Jest on prozaiczny i standardowy, ludzie nie chcą zagłębiać się w te wszystkie szczegóły. Wiele osób uważa, że użytkownik systemu wcale nie musi być informatykiem (słusznie) i wiedzieć jaka jest historia jego systemu. Czy to prawda? Prawda, ale!
Jeżeli ktoś używa Microsoft Windows, to rzeczywiście nie musi wiedzieć jak powstał. Skoro tak uważam, to dlaczego w przypadku Linuksa uważam inaczej? Bo za Windows zapłacił, a Linuksa dostajesz za darmo. Nie wiem jak Wy, ale jak ja dostaję coś za darmo to pierwsza myśl jak mi przychodzi do głowy to "dlaczego"? Dlaczego ktoś rozdaje system, za który normalnie trzeba byłoby zapłacić? Nadal uważasz, że nie jest to takie istotne?
Pytań jest wiele, ale wszystkie sprowadzają się jednego, do przeszłości, tam znajdziemy odpowiedzi na wszystkie pytania. Problem polega na tym, że ludzie nie uważają historii za ciekawą i dlatego stronią od niej. Historia jest bardzo ważna, pozwolę sobie przypomnieć żelazną regułę:
aby zrozumieć teraźniejszość należy poznać przeszłośćTak więc z jednej strony świadomy jak ważna jest historia Linuksa, a z drugiej niechęci do czytania o historii rozmyślałem nad innymi sposobami, którymi mógłbym dotrzeć do wielu ludzi. W końcu mnie olśniło, zresztą Google też tak robi, tyle tylko, że oni robią coś na kształt kreskówek. Napiszę bajkę o tym skąd wywodzi się Linux.
Dawno, dawno temu, gdy komputery były wykorzystywane tylko w laboratoriach, naukowcy stworzyli system operacyjny, który pozwalał na korzystanie z jednego komputera przez wiele osób. Z czasem, gdy komputery trafiały do innych instytucji i zaczęły być wykorzystywane do celów przemysłowych stworzony system stał się produktem, który można było sprzedawać. Ponieważ nad jego rozwojem pracowało kilka innych instytucji, w momencie, gdy doszło do sprzedaży wybuchła wojna o to, kto jest prawowitym właścicielem systemu. Był to problem, z którym do tej pory jeszcze się nie spotkano. Wówczas wiele osób uświadomiło sobie jakie zagrożenia niesie za sobą komercja dla rozwoju oprogramowania komputerowego. Jeden z naukowców postanowił zapobiec podobnym sytuacjom w przyszłości i stworzył nową ideę wolnego oprogramowania, zwaną GNU. Jej celem było stworzenie nowego systemu, który byłby całkowicie wolny i dostępny dla wszystkich. Naukowiec stworzył podstawowe narzędzia do pisania oprogramowania i udostępnił je bezpłatnie innym, w zamian za to wszystkie stworzone przy ich pomocy programy również musiały być dostępne dla innych. W ramach projektu ochotnicy z całego świata stworzyli prawie wszystkie składniki niezbędne do złożenia kompletnego systemu operacyjnego. Jednak nadal brakowało jednego elementu, bez którego system nie był jeszcze gotowy. W końcu po siedmiu latach, projekt, doczekał się brakującego elementu, którym było jądro systemu. Stworzył go student informatyki z Finlandii przy pomocy narzędzi udostępnionych przez projekt GNU i nazwał go Linux. Od tej pory projekt GNU posiadał wszystkie niezbędne składniki do złożenia kompletnego systemu operacyjnego na wzór pierwotnego systemu stworzonego przed laty w laboratoriach. Ponieważ wszystkie składniki były ogólnie dostępne powstawały liczne wariacje systemów składające się z tych samych części, jądra Linux i narzędzi z projektu GNU. Wersje te zwane są dystrybucjami, a jedną z pierwszych był Debian GNU/Linux. Pojawienie się brakującego elementu bardzo przyśpieszyło rozwój nad projektem otwartego systemu. GNU/Linux jest cały czas udoskonalany, powstały środowiska graficzne na wzór innych systemów komercyjnych i wiele programów realizujących różne zadania. Obecnie GNU/Linux jest najpopularniejszą odmianą pierwotnego systemu stworzonego przez naukowców w laboratoriach.
Wystąpili
System operacyjny stworzony w laboratoriach przez naukowców - UNIX™
Wojna o prawa do systemu - Unix wars
Naukowiec, który stworzył projekt GNU - Richard Stallman
Twórca brakującego elementu, jądra - Linus Torvalds
Kompletny system - GNU/Linux
Przedstawiona historia przedstawia wszystkie najważniejsze fakty z przeszłości i przede wszystkim wyjaśnia dlaczego powstał Linux, dlaczego ma otwarty kod i co ma wspólnego z Uniksem i jaka jest różnica między Linuksem a GNU. Tyle wystarczy, choć jeszcze wieleee pozostało do wyjaśnienia, ale to już dla chętnych. Mam nadzieję, że tekst zostanie opublikowany.
Wednesday, December 22, 2010
!Debian Community
To blog zdecydowanie techniczny, ale dlaczego nie pisać tu o innych problemach, nie koniecznie technicznych, takich jak aspekty uczestnictwa w społeczności technicznej?
Dla mnie osobiści to nie nowość, nie raz przerabiałem ten problem - jego sens. Pozwolę sobie przytoczyć mały cytat - a co, muszę się pożalić - z mojej strony GNU, Linux, Debian:
Szczerze powiem, że sam jestem zadowolony, z tego jak to wtedy ująłem: "Jeżeli będziesz miał problem z systemem lub sprzętem" patrząc na to dzisiaj. Doskonale pasuje to do tematu, który chcę poruszyć, a mianowicie chamstwa w tej społeczności i pytania czy warto się dla niej poświęcać.
Jak wiadomo Linux jest otwarty dla wszystkich i dzięki temu zdobył taką popularność, ale to nie znaczy, że nie ma wad, że ten medal nie ma drugiej strony. Prawda jest tak, że kończy mi się piwo i nie mam co robić, albo mam już wszystkiego dość :). Poważnie to jest to temat wart pisania, ostatnio dużo nad tym myślałem. Szukałem złotego środka, kompromisu między udzielaniem się w społeczności, a robieniem czegoś dla siebie. Wynikiem tego myślenia jest ten blog, ale zanim o tym zacznę pisać pozwolę sobie przytoczyć świeży przykład niewdzięczności i demotywacji http://debian.linux.pl/threads/21292-BASH-wyra%C5%BCenia-regularne-grepa.
To wątek na forum, w którym autor zarejestrowany w grudniu tego roku i posiadający tylko 4 wypowiedzi i tylko w tym jednym wątku. Mówiąc krótko zarejestrował się tylko po to, aby uzyskać rozwiązanie. Pisze na początku, że szuka sposobu na coś, nie ważne czego. Dostaje rozwiązania - trzy, w tym moje w AWK. Po czym pisze, że potrzebuje rozwiązania, które wykorzystuje tylko wybranych narzędzi itp., aha praca domowa! O nie. Odpisałem, że my tu nie rozwiązujemy prac domowych, a przynajmniej ja nie będę poświęcał swojego czasu na szukanie jak to samo zrobić w narzędziach, których ma użyć. Jaką dostałem odpowiedz można sobie przeczytać. Wkurza mnie to, że jeszcze mu pomogłem, bo problem został w sumie rozwiązany. Powiem krótko, gdybym nie był redaktorem tego portalu i nie wiedział, że ta odpowiedz zostanie zaraz usunięta odpisałbym mu podobnie jak w kawałku "Na spidzie": ja Cię serdecznie pieprze! To właśnie po to powstał ten blog, abym mógł tu pisać co mi się tylko podoba, a nie co wypada, a czego nie.
Nie dość, że pomagasz ludziom, nic z tego nie masz, robisz do dla idei, to jeszcze musisz wysłuchiwać takich komentarzy. Co do uczenia się podczas rozwiązywania problemów innych to szczerze powiem, że rzadko się to zdarza. Zdecydowanie więcej się uczę przerabiając konkretny temat. Owszem, jak temat jest ciekawy można się coś nowego nauczyć szukając rozwiązania, ale w ponad 90% przypadków jest to czytanie rzeczy, które już wiesz, albo Cię nie interesują. Można to porównać do kupowania gazet o tematyce informatycznej, a książek. Pięć gazet nie nauczy Cię tyle, co dobra książka o konkretnym temacie, a kosztuje tyle samo.
Tak więc proszę się nie dziwić takim tekstom np. na stronie Jak mądrze zadawać pytania:
Jestem redaktorem portalu debian.linux.pl i mam tam również swój blog, do niedawna chętnie dokonywałem w nim wpisów. Powiem szczerze, że decyzja o stworzeniu nowego bloga była dojrzała, nie była pochopna podjęta pod wpływem emocji. Była bardziej wyryta przez sytuacje, które niestety regularnie się powtarzały. Sam byłem świadkiem tego jak jedne z moderatorów zrezygnował ze swojej fuchy po tym, jak otrzymał od kolegi po fachu pewną wiadomość. Sam również tego doświadczyłem, dostosowałem się do uwag, ale nie podobało mi się to zupełnie. Tak właśnie powstał ten blog i świadomość jaki jest optymalny sens społeczności i udzielania się w niej. Miałem duży dylemat. Wiedziałem, że chcę mieć swoje "podwórko", gdzie nikt nie będzie mi mówił jak mam pisać pewne zwroty, a z drugiej strony wiedziałem, że te same teksty, które tam publikuję na prywatnym blogu nie będą odwiedzane przez taka dużą ilość osób. Jak wiemy, nie ma większej zapłaty niż rekordowy licznik odwiedzin ;).
Tak więc musiałem się nauczyć, że społeczność owszem, ale tylko wtedy, gdy z danym tekstem chcę trafić do wielu odbiorców, taki multicast. Myślałem, że na tamtym blogu będę mógł pisać to, co nie nadaje się na artykuł, ale mimo wszystko zawiera przydatne informację. Myliłem się, nie czułem się tam wolny. Poza tym chciałem mieć coś tylko swojego, np. notatki dla siebie.
Oczywiście nie zamierzam tutaj stwierdzić, że nie warto, że nie ma sensu, ale trzeba być wyrafinowanym, czy nam się to podoba czy nie. Pamiętam jak od czasu do czasu natrafiałem na informację, że developerzy rzadko odpowiadają na e-maile, albo strona www jakiegoś projektu nie była aktualizowana przez dłuższy czas (mimo, iż kod rozwijany jest na bieżąco). Wygląda na to, iż osoby wkładające najwięcej wysiłku w świat open source wolą swój kod od kontaktów z jego "fanami".
Dla mnie osobiści to nie nowość, nie raz przerabiałem ten problem - jego sens. Pozwolę sobie przytoczyć mały cytat - a co, muszę się pożalić - z mojej strony GNU, Linux, Debian:
Uzyskasz pomoc od społecznościTak właśnie napisałem w tamtym roku. Pozwoliłem sobie pogrubić pewien fragment, mówiący o tym, kiedy można liczyć na społeczność Debiana. Trudno mówić w imieniu społeczności, ale jestem jej aktywnym członkiem i pozwolę sobie opisać tutaj pewne przykre sytuację, które niestety mają miejsce.
Społeczność Debiana jest bardzo aktywna i chętnie pomaga swoim użytkownikom. W sieci jest wiele materiałów na temat systemu Linux. Na polskim forum Debiana dziennie pojawia się kilkadziesiąt postów. Jeżeli będziesz miał problem z systemem lub sprzętem to istnieje duże prawdopodobieństwo, że rozwiązanie zostało już opisane. Możesz uzyskać odpowiedz na forum, grupach dyskusyjnych poświęconychDebianowi oraz ogólnie Linuksowi lub oficjalnej polskiej liście mailingowej. Musisz jednak pamiętać, że osoby pomagające robią to tylko z dobrych chęci.
Szczerze powiem, że sam jestem zadowolony, z tego jak to wtedy ująłem: "Jeżeli będziesz miał problem z systemem lub sprzętem" patrząc na to dzisiaj. Doskonale pasuje to do tematu, który chcę poruszyć, a mianowicie chamstwa w tej społeczności i pytania czy warto się dla niej poświęcać.
Jak wiadomo Linux jest otwarty dla wszystkich i dzięki temu zdobył taką popularność, ale to nie znaczy, że nie ma wad, że ten medal nie ma drugiej strony. Prawda jest tak, że kończy mi się piwo i nie mam co robić, albo mam już wszystkiego dość :). Poważnie to jest to temat wart pisania, ostatnio dużo nad tym myślałem. Szukałem złotego środka, kompromisu między udzielaniem się w społeczności, a robieniem czegoś dla siebie. Wynikiem tego myślenia jest ten blog, ale zanim o tym zacznę pisać pozwolę sobie przytoczyć świeży przykład niewdzięczności i demotywacji http://debian.linux.pl/threads/21292-BASH-wyra%C5%BCenia-regularne-grepa.
To wątek na forum, w którym autor zarejestrowany w grudniu tego roku i posiadający tylko 4 wypowiedzi i tylko w tym jednym wątku. Mówiąc krótko zarejestrował się tylko po to, aby uzyskać rozwiązanie. Pisze na początku, że szuka sposobu na coś, nie ważne czego. Dostaje rozwiązania - trzy, w tym moje w AWK. Po czym pisze, że potrzebuje rozwiązania, które wykorzystuje tylko wybranych narzędzi itp., aha praca domowa! O nie. Odpisałem, że my tu nie rozwiązujemy prac domowych, a przynajmniej ja nie będę poświęcał swojego czasu na szukanie jak to samo zrobić w narzędziach, których ma użyć. Jaką dostałem odpowiedz można sobie przeczytać. Wkurza mnie to, że jeszcze mu pomogłem, bo problem został w sumie rozwiązany. Powiem krótko, gdybym nie był redaktorem tego portalu i nie wiedział, że ta odpowiedz zostanie zaraz usunięta odpisałbym mu podobnie jak w kawałku "Na spidzie": ja Cię serdecznie pieprze! To właśnie po to powstał ten blog, abym mógł tu pisać co mi się tylko podoba, a nie co wypada, a czego nie.
Nie dość, że pomagasz ludziom, nic z tego nie masz, robisz do dla idei, to jeszcze musisz wysłuchiwać takich komentarzy. Co do uczenia się podczas rozwiązywania problemów innych to szczerze powiem, że rzadko się to zdarza. Zdecydowanie więcej się uczę przerabiając konkretny temat. Owszem, jak temat jest ciekawy można się coś nowego nauczyć szukając rozwiązania, ale w ponad 90% przypadków jest to czytanie rzeczy, które już wiesz, albo Cię nie interesują. Można to porównać do kupowania gazet o tematyce informatycznej, a książek. Pięć gazet nie nauczy Cię tyle, co dobra książka o konkretnym temacie, a kosztuje tyle samo.
Tak więc proszę się nie dziwić takim tekstom np. na stronie Jak mądrze zadawać pytania:
Nie zamierzamy poświęcać naszego czasu na odpowiedzi ludziom niechętnym do samodzielnego myślenia - odróbcie więc swoją pracę domową, zanim zadacie jakiekolwiek pytanie. Tacy ludzie są pożeraczami naszego czasu - zabierają go nam bez opamiętania, marnują każdą chwilę, którą moglibyśmy poświęcić innemu, bardziej interesującemu zagadnieniu lub osobie, która bardziej zasługuje na naszą odpowiedź. Tych pierwszych nazywamy 'łajzami' ('losers', z historycznych względów wymawiane często jako 'lusers').Przytoczona sytuacja to tylko wierzchołek góry lodowej, takim przypadkom w zasadzie nie powinno się poświęcać tyle czasu jak ja tu to robię. Niestety temat jest o wiele bardzie nieprzyjemne i poważniejszy. W 2007 roku portal jakilinux.org opublikował artykuł (tłumaczenie) Dlaczego odszedłem — wywiad z deweloperem jądra Conem Kolivasem, z którego można wyczytać, że problemy istnieją - w tym wypadku trochę innego kalibru.
Jestem redaktorem portalu debian.linux.pl i mam tam również swój blog, do niedawna chętnie dokonywałem w nim wpisów. Powiem szczerze, że decyzja o stworzeniu nowego bloga była dojrzała, nie była pochopna podjęta pod wpływem emocji. Była bardziej wyryta przez sytuacje, które niestety regularnie się powtarzały. Sam byłem świadkiem tego jak jedne z moderatorów zrezygnował ze swojej fuchy po tym, jak otrzymał od kolegi po fachu pewną wiadomość. Sam również tego doświadczyłem, dostosowałem się do uwag, ale nie podobało mi się to zupełnie. Tak właśnie powstał ten blog i świadomość jaki jest optymalny sens społeczności i udzielania się w niej. Miałem duży dylemat. Wiedziałem, że chcę mieć swoje "podwórko", gdzie nikt nie będzie mi mówił jak mam pisać pewne zwroty, a z drugiej strony wiedziałem, że te same teksty, które tam publikuję na prywatnym blogu nie będą odwiedzane przez taka dużą ilość osób. Jak wiemy, nie ma większej zapłaty niż rekordowy licznik odwiedzin ;).
Tak więc musiałem się nauczyć, że społeczność owszem, ale tylko wtedy, gdy z danym tekstem chcę trafić do wielu odbiorców, taki multicast. Myślałem, że na tamtym blogu będę mógł pisać to, co nie nadaje się na artykuł, ale mimo wszystko zawiera przydatne informację. Myliłem się, nie czułem się tam wolny. Poza tym chciałem mieć coś tylko swojego, np. notatki dla siebie.
Oczywiście nie zamierzam tutaj stwierdzić, że nie warto, że nie ma sensu, ale trzeba być wyrafinowanym, czy nam się to podoba czy nie. Pamiętam jak od czasu do czasu natrafiałem na informację, że developerzy rzadko odpowiadają na e-maile, albo strona www jakiegoś projektu nie była aktualizowana przez dłuższy czas (mimo, iż kod rozwijany jest na bieżąco). Wygląda na to, iż osoby wkładające najwięcej wysiłku w świat open source wolą swój kod od kontaktów z jego "fanami".
Saturday, May 22, 2010
Internet drugą biblioteką z Aleksandrii?
Od czasu do czasu człowiek ma dość B(bajtów), czy b(bitów) i poszukuje innych informacji ale również ciekawych. W tym wpisie chciałem się podzielić tym, co ciekawego udało mi się znaleźć godnego polecenia.
Zacznę od biblioteki w Aleksandrii, ponieważ była pierwsza. O tej bibliotece przeczytamy np. na stronie www.racjonalista.pl gdzie znajdziemy artykuł "Aleksandria: Największa biblioteka świata". Jest to tłumaczenie książki "Kosmos", której autorem jest Carl Sagan. Jeżeli wydaje Ci się, że nie kojażysz tej postaci, to przypomnij sobie film Contact.
Carl Sagan jest autorem kilku ciekawych książek, jedną z nich jakiś czas temu nawet przeczytałem - to ostatnio jedyna nieinformatyczna książka jaką przeczytałem ;) W niej również wspominał o bibliotece z Aleksandrii. Wspomina o niej również w filmie "Kosmos", na szczęście dostępnym na www.youtube.com. Warto go obejrzeć. Dowiemy się z niego między innymi o tym, że ludzkość potrzebowała kolejnych 2000 lat aby odkryć nasz układ słoneczny, ponieważ istniejące w Aleksandrii zwoje zostały stracone. Gdyby Kopernik miał do nich dostęp nie musiałby ponownie odkrywać "koła". A był to tylko jeden z wielu tysięcy zwojów. Krótko mówiąc biblioteka w Aleksandrii była miejscem, gdzie zgromadzono całą wiedzę obecnej ludzkości, a która to przepadła na zawsze wraz z tą wiedzą. Ciekawe jest to, że prawa nauki, na podstawie których po dziś dzień NASA wysyła promy w kosmos są tymi samymi, które zapisano i zgromadzono w tej bibliotece 2000 lat temu - Carl był kierownikiem tych lotów.
x
Zacznę od biblioteki w Aleksandrii, ponieważ była pierwsza. O tej bibliotece przeczytamy np. na stronie www.racjonalista.pl gdzie znajdziemy artykuł "Aleksandria: Największa biblioteka świata". Jest to tłumaczenie książki "Kosmos", której autorem jest Carl Sagan. Jeżeli wydaje Ci się, że nie kojażysz tej postaci, to przypomnij sobie film Contact.
Carl Sagan jest autorem kilku ciekawych książek, jedną z nich jakiś czas temu nawet przeczytałem - to ostatnio jedyna nieinformatyczna książka jaką przeczytałem ;) W niej również wspominał o bibliotece z Aleksandrii. Wspomina o niej również w filmie "Kosmos", na szczęście dostępnym na www.youtube.com. Warto go obejrzeć. Dowiemy się z niego między innymi o tym, że ludzkość potrzebowała kolejnych 2000 lat aby odkryć nasz układ słoneczny, ponieważ istniejące w Aleksandrii zwoje zostały stracone. Gdyby Kopernik miał do nich dostęp nie musiałby ponownie odkrywać "koła". A był to tylko jeden z wielu tysięcy zwojów. Krótko mówiąc biblioteka w Aleksandrii była miejscem, gdzie zgromadzono całą wiedzę obecnej ludzkości, a która to przepadła na zawsze wraz z tą wiedzą. Ciekawe jest to, że prawa nauki, na podstawie których po dziś dzień NASA wysyła promy w kosmos są tymi samymi, które zapisano i zgromadzono w tej bibliotece 2000 lat temu - Carl był kierownikiem tych lotów.
x
Subscribe to:
Posts (Atom)
