Wednesday, August 15, 2012

SELinux dla zwykłych śmiertelników - wideo z Red Hat Summit 2012

Temat SELinux poruszany jest coraz częściej na wszelkiego typu konferencjach. Zawsze chodzi o to samo, aby przekonać administratorów, że SELinux nie jest taki straszny i nie "wyłączajcie go".
Sesje prowadzi Thomas Cameron, wspomina również, że w dobraniu "życiowych" przykładów pomagał mu Dan Walsh. Thomas prezentacje poprowadził świetnie, bardzo zabawnie, szczerze to nie pamiętam innej prezentacji na temat SELinux, przy której bym się tak uśmiał.


Sunday, August 12, 2012

Opłacalność otwartości

Jeżeli czytasz ten tekst, to prawdopodobnie jesteś użytkownikiem oprogramowania open source. Być może trafiłeś tu, bo wyszukiwałeś/aś informacji na temat praw autorskich i wcale nie używasz systemu GNU/Linux. Tak czy inaczej na pewno wiesz czym jest open source i licencja GNU GPL.

Richard Stallman (autor Victor Powell)
Idea otwartości odniosła sukces w dziedzinie oprogramowania komputerowego, na jej efektach obecnie opiera się cały Internet. Twórcą tej ideii jest Richard Stallman, który wymyślił to już prawie 30 lat temu (1983) i co najważniejsze ok. 10 lat przed komercjalizacją Internetu. Dziś Stallman często uznawany jest za śmiesznego gościa, który wygłasza swoje kontrowersyjne opinie, aby zwrócić na siebie uwagę. Mało kto wie, że jest on naukowcem, który po studiach pracował jako programista w oddziale MIT zajmującym się sztuczną inteligencją. Jeżeli jesteś programistą lub kiedykolwiek miałeś styczność z programowaniem, to przydałoby się wspomnieć, że Stallman oprócz stworzenia licencji GPL i założenia Free Software Foundation napisał również kompilator języka C w ramach umożliwienia dalszego rozwoju dla open source. Więc spróbuj napisać kompilator.

O open source w oprogramowaniu mógłbym pisać długo i ciekawie, ale ten tekst będzie o czymś innym. Sukces otwartego kodu zaczyna przyciągać inne dziedziny twórczości. Skoro otwartość przetrwała 30 lat, nadal się rozwija, a wielkie firmy informatyczne muszą udzielać się w otwartych projektach, to musi w tym "coś" być.

Ogólnie panuje przekonanie, że jeżeli coś jest dobre i cenne, to możesz na tym zarobić. Tutaj pojawia się problem, użytkownicy często uważają, że coś jest za drogie, bo autor chce na tym zarobić fortunę. Czasami mają rację, ale zazwyczaj wysoka cena nie jest skutkiem chciwości autorów.

Tradycyjny model wydawniczy wygląda następująco. Załóżmy, że potrafisz robić coś fajnego i wiesz, że mógłbyś na tym zarabiać. Jednak sprzedaż wcale nie występuje na początku. Musisz się zareklamować, na dodatek trzeba przekonać do tego wyboru ludzi. Sam jako 'one person' nie masz szans przekonać masy ludzi, że twoja twórczość jest lepsza niż to co obecnie jest najpopularniejsze w swojej dziedzinie. Potrzebujesz kogoś, kto to wypromuje, tym kimś są wielkie wydawnictwa. Tylko one mogą sprawić, że coś będzie modne i cenione. Problem polega na tym, że oni na pośrednictwie chcą zarobić więcej niż Ty na swojej twórczość. Może o tym nie wiesz, ale twórcy należą do wąskiego grona osób, które zarabiają najmniej w tym biznesie. Często mówi się, że opłaca im się to tylko dzięki reklamom, gdyby nie one to wydawanie byłoby nieopłacalne, ale to nie jest prawdą. Stara zasada mówi, że jeżeli uda Ci się zgromadzić wielu ludzi w jednym miejscu to można im sprzedać reklamę, a ta jest bardzo dochodowa.

Zapewne już zadajesz sobie pytanie jak można ominąć pośredników i dotrzeć bezpośrednio do klientów. Jedną z takich dróg jest rozdawanie swojej twórczość za darmo! Wiem, brzmi to śmiesznie ale jak pisałem na początku o open source coś w tym jednak jest. Takie podejście zazwyczaj jest wyśmiewane, ale z drugiej strony jak logiczne pomyśleć o obecnym modelu dystrybucji swoich prac to wygląda to mniej więcej tak: stworzyłeś coś i chcesz z tym dotrzeć do ludzi, którym się spodoba, a jednocześnie starasz się im ograniczać dostęp do swojego dzieła, dopóki nie zapłacą.

Okładka "The Power of Open"
Opracowanie "The Power of Open" stara się wyjaśnić na czym polega licencja Creative Commons (CC) i potęga otwartość. Z licencją Creative Commons nie jako miałem do czynienia dodając wpisy na Wikipedii i pisząc na Wikibooks. Jednak rozwijanie otwartych zasobów, a udostępnianie czegoś, co mógłbyś sprzedać to co innego.

Licencja CC została opracowana jako uniwersalna dla materiałów publikowanych w sieci. Ma być nowym wyznacznikiem praw autorskich w cyfrowej rzeczywistości jaką jest Internet.
Postaram się zaprezentować najciekawsze fragmenty tej publikacji w celu zrozumienia korzyści jakie daje licencja CC.

Historia Niny Paley, nowojorskiej reżyserki (strona 12-ta)
W 2008 roku publikacja wyprodukowanego przez nią animowanego filmu “Sita Sings the Blues" opóźniła się ze względu na zaporowy koszt licencji kilku 80-dziesięcioletnich piosenek mało znanej piosenkarki Annette Hanshaw. „Kiedy mój film był w dalszym ciągu nielegalny, a koszty prawników i licencji pochłaniały olbrzymie pieniądze, zażartowałam że jeśli film byłby za darmo, mogłabym przynajmniej sprzedawać T-shirty”, wspomina Paley. Ta idea zaczęła kiełkować w jej głowie i Paley zaczęła szukać informacji na temat ludzi, którzy rozprowadzali darmowe oprogramowanie. “Zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę pieniądze pochodzą z materiałów promocyjnych i dobrowolnego wsparcia fanów", mówi Paley.
Jak widać idea otwartości czasami rodzi się z żenady.

Teraz chyba najlepszy cytat jaki znalazłem.
Nigdy nie zarabiałam tyle pieniędzy, co po rozpoczęciu wykorzystywania licencji Creative Commons. Dzięki temu mam wyższe notowania. Nic nie wydaję na promocję. Moi fani robią to za mnie i kupują materiały promocyjne. Dzielenie się pozwoliło mi zaistnieć.
Są tu zawarte dwa najistotniejsze aspekty otwartość. Pierwszy to promocja. Jeżeli udostępnisz swoje dzieło nieodpłatne dla użytku niekomercyjnego i ludziom to się spodoba, to sami na zasadzie rekomendacji rozreklamują twój produkt. Będzie o nim wiedziało dużo osób, a jego popularność będzie potwierdzała jego jakość. Prawdopodobnie ktoś może będzie chciał go użyć w swoich komercyjnych usługach i wtedy zapłaci dla Ciebie za jego wykorzystanie. Zauważ, że taki mechanizm nie pozwoli wypromować słabej jakość produktów, tak jak mogą to uczynić reklamy.

Druga najważniejsza korzyść, to możliwość wybicia się bez inwestowania olbrzymich kosztów, tu walutą jest twoja praca. Udostępnienie swojej twórczość jest czasami jedynym sposobem na zaistnieje w swoim fachu.

Historia Frances Pinter, londyńskiego wydawcy (strona 20-ta)

Najpowszechniejszą formą twórczość w Internecie jest tekst.
Wydawcy martwią się, że udostępniając zawartość za darmo piłują gałąź, na której siedzą, zmniejszając sprzedaż drukowanych egzemplarzy, wierzymy jednakże, że w przypadku pewnych typów książek, bezpłatna oferta promuje druk.
Thinking in Java, 3rd Edition
http://www.mindview.net/Books/TIJ/
Znam doskonały przykład takiej książki, która jest dostępna za darmo w wersji elektronicznej (wer. ang.) na stronie autora, a mimo to odniosła sukces i kupiło ją wiele osób, w tym ja. Sam autor wspomina o tym w przedmowie, nie stery nie mogę jej zacytować, bo jest to zabronione, ale przełożę to na własne słowa.

Autor pisze, iż dostawał wiele wiadomości typu "Udostępniłeś ją za darmo, dlaczego ktoś miałby ją teraz kupować?". Udostępnił ją bo jak pisze, chciał aby była wyjątkowa i nie miał pojęcia co się stanie. Okazało się jednak że była to "najsprytniejsza" rzecz jaką zrobił. Ludzie zaczęli wysyłać poprawki, które w innym wypadku autor najzwyczajniej by przeoczył. Zebrał wiele sugestii i większość z nich wprowadził do kolejnych wydań. Ludzie okazali się "wspaniali", w ramach samowolnej współpracy poświęcali swój czas, aby ulepszyć książkę. Później padały stwierdzenia, "To miłe, że udostępniasz wersję elektroniczną, ale i tak wolę wersję wydrukowaną i oprawiona". Wydrukowanie całej książki na drukarce laserowej wcale nie jest tanie, a już na pewno nie jest wygodne.
Jako podsumowanie całego eksperymentu jeden z czytelników napisał do autora, iż taka forma powinna się stać standardem w wydawnictwie. Najpierw książki miałyby być udostępniane w sieci, a w przypadku dużego zainteresowania byłyby wydawane w formie papierowej. Książka otrzymała wiele nagród, dobrze się sprzedawała, a nawet swego czasu była bestsellerem, aczkolwiek mi aż tak nie przypadła do gustu.

Bruce Eckel udostępniając swoją książkę w sieci zafundował sobie bezpłatną promocję i pomoc w udoskonalaniu kolejnych wydań. W sieci nadal udostępnia poprzednie wydania, a sprzedaje obecne. Zauważ, że właśnie przeczytałeś promocję. o której byłą mowa wcześnie, a to dlatego, że książka została udostępniona za darmo w sieci. Inaczej nie napisałbym tu o niej.

Historia Khana (strona 30-ta)

To moja ulubiona historia, dlatego przytoczę ja w całości:
Salman Khan zarządzał funduszem hedgingowym w Bostonie, kiedy w 2004 roku zaczął udzielać wirtualnych korepetycji swojej 12-letniej kuzynce w Nowym Orleanie z pomocą serwisu Yahoo! Doodle. Ponieważ lekcje się jej spodobały, zaczął wrzucać je na Youtube, aby inni mogli z nich skorzystać. W ciągu dwóch lat jego filmiki zyskały taką oglądalność, że Khan zarejestrował organizację non-profit, rzucił pracę i postanowił produkować krótkie filmy edukacyjne na pełen etat. 
Khan robi wszystkie filmy sam i publikuje je na licencji Creative Commons BY-NC-SA. Obecnie Akademia Khana ma w swoich zasobach ponad 1600 filmów oświatowych, które uczą ponad milion unikatowych użytkowników miesięcznie wszystkiego, od chemii przez algebrę po przyczyny kryzysu na rynku mieszkaniowym. Khan nie ma wykształcenia pedagogicznego, a mimo tego jego materiały są chętnie wykorzystywane, także poza granicami kraju - 40% jego widzów to cudzoziemcy. Akademia Khana jest organizacją non-profit, finansowaną głównie z dotacji i rozwija się każdego roku zwiększając po trzykroć swoje zasoby. Niedawne wsparcie z Fundacji Gatesa pozwoliło powiększyć liczbę pracowników do sześciu osób, a słowa poparcia ze strony Billa Gatesa znacznie podniosły rangę Akademii. 
Khan nie przestaje dostawać codziennie listów od gimnazjalistów, studentów i dorosłych, którzy opowiadają mu z entuzjazmem o dobrych ocenach i wiedzy zdobytej dzięki Akademii. Filmy są dostępne za darmo, można je remiksować i udostępniać innym, więc ludzie tłumaczą je na inne języki, a część lekcji rozchodzi się po świecie w tempie niemal natychmiastowym. 
„Wszystko wskazuje na to, że te materiały są zdecydowanie lepsze niż to, co wielu uczniów dostaje w szkole” , mówi Khan. „A najwspanialszą rzeczą jest to, że nawet gdybym został jutro potrącony przez autobus, to nadal będę uczyć milion osób rocznie. Trzeba dbać o skalę swoich działań, dziś i w przyszłości, także po śmierci”.
Co sprawiło, że facet z bardzo porządną pensją w funduszu hedgingowym rzucił pracę zarobkową, aby robić filmy na Youtube? „Dostałem kiedyś list od pewnego studenta”, mówi Khan. „Jego rodzina była biedna i nikomu z nich jeszcze się nie udało skończyć studiów, a na dodatek nienawidził matmy. Potem natknął się na filmik Akademii Khana. Oglądał go całe lato przed testami kwalifikacyjnymi i odpowiedział prawidłowo na wszystkie pytania. To się jeszcze nigdy nie zdarzyło się na tym kierunku, a on skończył dzięki temu studia z wyróżnieniem. Z tego właśnie powodu rzuciłem pracę”.
Zostały już przetłumaczone pierwsze materiały edukacyjne Akademii Khana na język polski przez Centrum Fizyki Teoretycznej PAN. Dostępne są na oficjalnym kanale YouTube.

To nie wszystkie historii, zachęcam do przeczytania "The Power of Open".
"Jako pisarza bardziej martwi mnie zapomnienie niż piractwo."
Cory Doctorow
Licencje Creative Commons
"Zamiast opracowywać własny zestaw zezwoleń, uniwersytet zaoszczędził sporo na opłatach za usługi prawne wybierając licencje CC.”
Licencja CC jest wolną licencją, jak z cytatu wynika, normalnie trzeba by było za nią zapłacić! Licencja ta istnieje od 2002 roku i tworzy ją organizacja non-profit Creative Commons. Jej założeniem jest opracowanie licencji na zasadzie "niektóre prawa zastrzeżone" i co najważniejsze, to uzyskanie zgodność z prawem większości państw. Dlatego jest ona przekładana na języki w zgodzie z prawami autorskimi innych krajów. W Polsce jest dostępna od 2005 roku (http://creativecommons.pl).

Creative Commons oferuje kilka stopni zezwoleń, przedstawię je pokrótce:

Attribution (by)

Uznanie autorstwa.
Można prawie wszystko tylko trzeba podać nazwę autora.


Noncommercial (nc)

Użycie niekomercyjne.
Nie wolno używać w zastosowaniach komercyjnych.


No Derivative Works (nd)

Bez utworów zależnych.
Nie wolno przekształcać utworu, musi być zachowana oryginalna postać. Np. nie można tworzyć tłumaczeń!

Share-alike (sa)

Na tych samych warunkach.
Utwory zależne muszą być udostępniane na tych samych warunkach.



Dokładniejsze wyjaśnienia dostępne są na stronie Polskiego oddziału Creative Commons.

Zmiany w prawach autorskich

Po wydarzeniach związanych z ACTA i debacie politycznej Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji (MAC) powołało zespoły eksperckie pracujące nad zmianami w prawie autorskim, które miałby przystosować aktualne przepisy do nowej "kultury Internetowej".

Jednym z najciekawszych postulatów jest "Dozwolony użytek osobisty". Chodzi w nim o to, aby zalegalizować dozwolony użytek treści cyfrowych rozpowszechnianych w Internecie. Padło również stwierdzenie "domniemania legalności utworów udostępnionych w sieci".

Kolejnym postulatem, który zmierza w tym kierunku jest "Pojęcia „kopii” i „egzemplarza” oraz dozwolony użytek publiczny". Chodzi o to, aby słowo kopia przypisać do treści cyfrowych w Internecie i nadać inną postać prawną.

Wszystko to po to, aby przepisy prawa miały odzwierciedlenie w rzeczywistości. Nie trudno również dostrzec, że proponowane zmiany mają nadać odpowiedni kształt prawny dla nowo tworzonej kultury cyfrowej, której pierwsze ramy określiła licencje Creative Commons.

Oczywiście opisane postulaty sieją wiele kontrowersji i nie wszystkim się podobają. Więcej informacji można znaleźć na stronie MAC.

Wednesday, July 25, 2012

Seccomp (SECure COMPuting with filters)

Trochę ponad pół roku temu pisałem o nowym projekcie zaimplementowanym we FreeBSD 9.0 noszącym nazwę Capsicum, który jest swego rodzaju mechanizmem sandbox framework.

W tamtym czasie w dostępnych publikacjach Capsicum było porównywane do (między innymi) SELinux i seccomp, jako potencjalnie równoważnych technologii w systemie Linux. Seccomp należy do mniej znany rozwiązań, co wynika z jego mniejszych możliwości. Wygląda jednak na to, że w najbliższym czasie ma się to zmienić.

Parę dni temu ukazała się nowa wersja jądra Linux 3.5. Jedną z nowości jest "Seccomp-based system call filtering", czyli rozszerzenie mało używanego mechanizmu seccomp.

Seccomp powstał w 2005 i początkowo miał ograniczać wywoływanie systemowych funkcji przez programy użytkowników do czterech podstawowych: read(), write(), exit() i sigreturn(). W późniejszym czasie Google zadeklarował implementacje swojej przeglądarki Chrome dla systemu Linux. W poszukiwaniu mechanizmów, które mogłyby pozwolić na tworzenie mechanizmów sandbox w przeglądarce Chrome na platformie Linux Google zainteresował się seccomp. Jednak wtedy był on zbyt prymitywny i trochę nadrabiano to przy pomocy SELinux. Nie znaczy to jednak, że Google zrezygnował z seccomp. Rozszerzyli jego funkcjonalność dodając tzw. "mode 2", który pozwalał definiować listę funkcji systemowych, których nie wolno było wywoływać dla procesu.

Nie było to jeszcze zadowalające rozwiązanie, bo o ile jądro kontrolowało operacji procesu np. zapisywanie do pliku, to nie miało żadnej kontroli nad tym do jakiego pliku program mógł zapisywać. Czyli nie kontrolowało kontekstu operacji, oczywiście poza innymi mechanizmami takimi jak prawa do plików.

Tak więc mechanizmem rozwiązującym ten problem jest nowo dodany mechanizm seccomp z filtrami. Powstała koncepcja aby mechanizm seccomp rozszerzyć o możliwość definiowania filtrów, jak w zaporze ogniowej, z tą różnicą że ta dotyczy dostępu do funkcji systemowych a nie socket-ów. Porównanie trafne, bo do implementacji użyto już istniejący i dopracowany pod katem optymalizacji mechanizm filtrowania pakietów BPF (Berkeley Packet Filter).

Teraz seccomp może kontrolować nie tylko typ operacji ale i ich zakres, np. pozwalać na zapis tylko wtedy gdy celem jest standardowe wyjście "sys_write: (fd == 1)". Projekt Chrome zaimplementował już mechanizm snadbox przy użyciu nowej biblioteki libseccomp. Obecnie znane projekty, które już wdrożyły nowe rozwiązanie to vsftpd 3.0.0 oraz OpenSSH 6.0. 17 lipca o implementacji seccomp filtering w swoim projekcie poinformował również deweloper projektu systemd.


Pisząc o seccomp ciągle używa się stwierdzenia "sandbox". Jednak w oficjalnej dokumentacji w prost jest powiedziane, że mechanizm filtrowania funkcji systemowych to nie sandbox. Tak samo sprawa ma się do porównywania z Capsicum i SELinux. Jeżeli chodzi o ten pierwszy to porównanie jest jak najbardziej prawidłowe, ponieważ oba mechanizmy są używane przez programistów w kodzie  programu. Ale Capsicum tworzy swego rodzaju hermetyczne środowisko, a seccomp jest filtrem funkcji systemowych. Efekt jest tylko podobny. SELinux z kolei jest bardziej szerszym rozwiązaniem, dotyczy całego systemu i co najważniejsze jest używanym docelowo przez administratorów. Można go użyć nawet do programów, które nie maja zaimplementowanych żadnych mechanizmów obronnych, albo ograniczyć je jeszcze bardziej tylko do funkcjonalności, z której rzeczywiście korzystamy. W przypadku gdy administrator nie korzysta z SELinux najważniejsze procesy starają bronić się same przez zaprogramowane w nich ograniczenia. Jak widać ma to sens i zysk "ekonomiczny".


Seccomp jest kolejnym mechanizmem zwiększającym szczelność siatki ochronnej oferowanej przez system Linux dla uruchamianych programów.


Więcej informacji:
http://lwn.net/Articles/475043/
http://outflux.net/teach-seccomp/
http://lwn.net/Articles/441232/
http://lwn.net/Articles/332974/



Monday, July 9, 2012

Nowości w Red Hat Enterprise Linux (RHEL6 i RHEL7)

Wideo przedstawia rozszerzenia wprowadzone do obecnie najnowszej gałęzi RHEL6 oraz do nowej gałęzi RHEL7, której pierwsza beta jest zapowiadana na pierwszą połowę 2013 roku.

Omawiany jest również sam cykl rozwoju systemu Red Hat Enterprise Linux. Z sesji dowiemy się na jakie technologie stawia Red Hat lub jakie proponuje w postacji TP (Technology Preview).

Treść prezentacji jest dostępna również w formacie PDF:
RED HAT ENTERPRISE LINUX ROADMAP HIGHLIGHTS





Wednesday, June 6, 2012

Nowe rozszerzenie Multipath w TCP

Ilość urządzeń, za pomocą których łączymy się w sieci ciągle się zwiększa, zwiększa się również ilość technologi używanych w tych urządzeniach do nawiązywania łączności w zależności od miejsca przebywania.
Najlepszym przykładem są nowe tablety. Poza domem możemy korzystać z połączenia poprzez 3G, po dotarciu do domu zaczynamy korzystać z WiFi.

Problem polega na tym, że po rozłączeniu się przez modem 3G tracimy wszystkie nawiązane sesje TCP. Przed nawiązaniem nowego połączenia przez WiFi musimy zestawiać nowe sesje, ponieważ poprzednie zostały zerwane w wyniku zmiany łącza. Dzieje się tak ponieważ protokół TCP został zaprojektowany jako połączenie "end-to-end", a końcami tego połączenia są dwa interfejsy/adresy IP sieciowe. Gdy przełączamy się między 3G a WiFi to zaczynamy korzystać z innego interfejsu/adresu IP i połączenie trzeba nawiązać ponownie.

Jak wygląda rozwiązanie tego problemu przez mechanizm MPTCP przedstawia poniższe wideo.



Dla bardziej ciekawskich polecam obejrzeć całą sesje poświęconą MultipathTCP.



Ponadto polecam stronę implementacji mechanizmu Multipath w jądrze Linux: http://mptcp.info.ucl.ac.be/

Monday, June 4, 2012

ARM może okazać się rewolucją w serwerowni i nie tylko

Wszyscy zainteresowani sprzętem komputerowym znają dwóch głównych producentów procesorów, jakimi są Intel i AMD. Choć ich implementacje są różne zachowują przeważnie zgodny standard dla komputerów biurkowych, czyli tzw. PC-tów. Wyścig między firmami Intel i AMD trwa od wielu lat w wyniku czego użytkownicy otrzymują coraz więcej. Choć architekci nowych układów za każdym razem posuwają się o krok dalej, to nadal nie mogą przestać troszczyć się o wsteczną kompatybilność i zrobić coś inaczej - bo na tym przecież polega rewolucja. Tak więc szansa dla innej architektury nadal gdzieś drzemie, pytanie tylko kiedy się obudzi.

Jak wiemy poza wspomnianymi architekturami firm Intel oraz AMD istnieją również inne, chociażby PowerPC jeszcze do 2006 roku używane w komputerach Macintosh. Wtedy zostały zastąpione przez wielordzeniowe i bardziej wydajne procesory Intel. PowerPC reprezentuje RISC (Reduced Instruction Set Computing), która od koncepcji CISC (Complex Instruction Set Computer) w Intelu różni się tym, że procesor posiada tylko minimalną ilość podstawowych instrukcji, w wyniku czego jego budowa jest prostsza, a cena mniejsza. Związane jest z tym więcej korzyści, jednak jak wszystko ma swoje plusy i minusy. Ostatnio, zaleta ARM jaką jest mały pobór energii i cena zaczynają zyskiwać na wartości.

Procesory ARM cechują się bardzo małym zużyciem energii, dlatego odniosły wielki sukces w urządzeniach mobilnych, takich jak smartfony i tablety. Nowe tablety mogą pracować do 10 godzin na baterii, a system Android opracowany na bazie Linux jest najpowszechniejszym systemem operacyjnym dla tych urządzeń. Branża urządzeń mobilnych rozwija się w zawrotnym tępię, a deweloperzy innowacyjnych dystrybucji Linux zaczynają zastanawiać się nad tym, czy architektura ARM może przynieść korzyści poza platformą urządzeń mobilnych.

Pojawiają się już takie inicjatywy jak 'ARM jako podstawowa architektura dla dystrybucji Fedora'. Dla projektu zaowocowałoby to przypływem ogromnej ilości nowych użytkowników i wzrostem popularności. Dzięki taniemu kosztowi architektury ARM komputery z systemem Fedora byłaby bardziej dostępna w edukacji i wszędzie tam, gdzie wcześniej koszty stanowiły barierę. Niewielka cena za sprzęt świetne współgrałaby z nieodpłatną dostępności systemu Linux. Jak czytamy we wskazanym tekście "sukces procesorów ARM powinien być poważnym ostrzeżeniem dla architektury x86". Ponadto ARM posiada już 64-bitową wersję procesora i mógłby zastąpić architekturę x86_64. Jeżeli ktoś chciałby sobie już wyobrazić serwery z procesorami ARM to wcale nie musi tego robić, otóż one już są, wystarczy zobaczyć.

Najistotniejsze w tym wszystkim jest chyba to, aby zrozumieć, że nowe podejście nie ma na celu zastąpienie obecnego, ale jego rozszerzenie o nowe możliwości. Co do szczegółów to nie ma co opisywać, to trzeba zobaczyć. Jako pierwszy polecam projekt HP Project Moonshot.





Dla zainteresowanych specyfikacją techniczną prezentowanej platformy serwerowej podaje link: http://www.calxeda.com/products/energycards/quadnode

HP nie jest jedynym z pośród największych producentem serwerów, który zainteresował się architekturą ARM i zaproponował już swoje rozwiązania w nowym trędzie. Kolejnym pionierem jest firma Dell, która również zaprojektowała już swoje rozwiązania dla energooszczędnych procesorów ARM.

Jak napisał autor artykułu "Dell ARMs up for hyperscale servers" w portalu The Register, Dell nie projektowałby serwerów bazujących na architekturze ARM, gdyby nikt ich nie chciał.



Co ciekawe rozwiązanie to będzie oferowane z systemem operacyjnym Ubuntu 12.04 LTS w jakiejś komercyjnej odmianie. Więcej szczegółów na temat projektu Copper firmy Dell można znaleźć pod adresem: http://content.dell.com/us/en/enterprise/d/campaigns/project-copper

Rozwój technologii Cloud i w związku z tym wzrost zapotrzebowania na serwery sprawił, że firma Canonical również jest bardzo zainteresowana prezentowaną platformą serwerową. Mark Shuttleworth, człowiek który 'rozkręcił' obecnie najpopularniejszą dystrybucje systemu GNU/Linux uważa że architektura ARM "zatrzęsie" platformą serwerową.





Jeżeli chodzi o wykorzystanie możliwości procesorów ARM w komputerach domowych to jak widać na poniższym wideo (połączenie projektu Raspberry Pi i Fedora) dopiero pracuje się nad takimi wariacjami. Przyznać jednak trzeba, że projekt jest bardzo ciekawy biorąc pod uwagę fakt, że użyta konstrukcja (płytka) kosztuje trochę ponad 100 PLN.



Czy platforma ARM w połączeniu z Open Source przyniesie zmiany o jakich nam się nawet nie śniło? Czas pokaże, w każdym bądź razie na pewno ARM ugruntuje swoją pozycje jako lider rozwiązań energooszczędnych.

Wydaje się że właśnie rozpoczął się wyścigu o miano lidera w rozwiązaniach implementacyjnych architektury ARM. Jeżeli chodzi o rozwiązania softwarowe, to na dzień dzisiejszy Canonical jest na przodzie, ale Projekt Fedora depcze mu po piętach.

Więcej informacji:
http://nullr0ute.com/2012/03/arm-hardware-now-and-the-not-so-distant-future/
http://www.arm.com/community/software-enablement/linux.php
http://www.theregister.co.uk/2011/10/28/arm_holdings_arm_v8/
https://www.linux.com/learn/tutorials/582501-tiny-pluggable-linux-arm-computers-are-red-hot
http://www.debian.org/ports/arm/
http://wiki.freebsd.org/FreeBSD/arm

Friday, June 1, 2012

GPW podało datę przejścia na nowy system notowań UTP

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie już rok temu informowała o planach wprowadzenia nowego systemu transakcyjnego jakim jest UTP (Universal Trading Platform), który ma zastąpić obecny system zwany Warset.

GPW w dzisiejszym komunikacie[1] informuje:
"W listopadzie br. polski rynek kapitałowy czeka przełomowa zmiana technologiczna i jakościowa, jaką będzie wdrożenie nowego systemu transakcyjnego na warszawskiej giełdzie. UTP (Universal Trading Platform), zakupiony przez GPW od NYSE Euronext, jest systemem transakcyjnym, który spełnia najwyższe światowe standardy w dziedzinie technologii i obecnie jest wykorzystywany na giełdach w Nowym Jorku, Paryżu, Lizbonie, Amsterdamie i Brukseli. W listopadzie do tej grupy dołączy giełda warszawska, zyskując dostęp do globalnej infrastruktury technologicznej, z której od lat korzystają inwestorzy z całego świata.
...
W porównaniu z Warsetem nowy system transakcyjny giełdy będzie szybszy, bardziej wydajny i skalowalny. Zwiększy się także jego przepustowość, co umożliwi obsługę nowych, niedostępnych dotychczas typów zleceń oraz pozwoli na uruchomienie nowych usług związanych z zawieraniem transakcji"


Wydarzenie to jest dosyć hucznie reklamowane przez GPW, o czym może świadczyć ten film.



Pozostaje jeszcze pytanie, co to ma wspólnego z tematyką tego bloga?

Otóż UTP to rozwiązanie zaimplementowane na bazie systemu Red Hat Enterprise Linux. Wniosek z tego taki, że nie tylko największe giełdy na świecie używają systemu Linux, ale będą musiały to również robić wszystkie domy maklerskie w Polsce.[2] To doskonały przykład rangi, w jakich zastosowaniach sprawdza się system Linux.

Dla osób zastanawiających się dlaczego akurat Linux przypominam, iż RHEL jest systemem czasu rzeczywistego co z punktu widzenia giełdy jest jednym z najważniejszych wymagań. Oczywiście to nie jedyny powód, dla którego wybrano RHEL.

Nowy system notowań na GPW oficjalnie ma ruszyć 2 listopada 2012 roku.


[1] http://www.gpw.pl/wydarzenia/?ph_tresc_glowna_start=show&ph_tresc_glowna_cmn_id=48227
[2] http://www.parkiet.com/artykul/961329.html